Nie parkuj wozu przy tabliczce: "Miejsce zarezerwowane dla zastępcy szeryfa".


Bieżące komentarze: matura z matematyki, oświata



Walka z wiatrakami

Nasze kochane państwo przeznaczyło właśnie 140 milionów złotych na dofinansowanie kosztów zakupu podręczników przez rodziców.
Rodzice mogą się ubiegać o takie dofinansowanie, jeżeli dochód w rodzinie nie przekracza 351 zł netto na osobę. Netto - czyli już po pobraniu odpowiednich podatków.

Wynika z tego, że nasze kochane państwo najpierw zabrało tym rodzicom pieniążki za pomocą urzędów skarbowych, a teraz (gdy ci rodzice tak już zbiednieli, że nie stać ich na zakup wyprawki) część wcześniej zabranych pieniążków się im zwraca.
Najpierw sobie ten wiatrak postawili, a teraz z nim walczą.
Don Kichote z La Manchy też wyruszył w świat niesiony szczytną chęcią pomagania ludziom i bronienia najsłabszych.
Dlaczego jednak z niego się śmieją, a z takich rządów - nie?

Uczucia mieszane...

Ogłosiło, że teraz będzie "Nowa formuła przygotowania do egzaminu maturalnego z matematyki na poziomie podstawowym".

W rzeczywistości przeprowadzono standardową, próbną maturę z matematyki na poziomie podstawowym. Nauczycielom dano do wykorzystania tematy zadań i schematy punktowania. Owe schematy to cała tej formuły innowacyjność.

W sumie słowa dotrzymano: na jesieni CKE stwierdziła, że próbnej matury nie będzie bo to kosztuje itd., itp., więc teraz mamy "nową formułę", w ramach której szkoły same sobie robią próbną maturę. Na dodatek jest okazja do chwalenia się wprowadzeniem czegoś nowego. Że to nowe jest przefarbowanym starym? Czasy mamy takie, że władzuchna nie ma się czym chwalić, więc surogaty mają wzięcie.

Głupi pomysł? Bierzemy!

Skłonność naszych rządzących do przyjmowania najgorszych rozwiązań funkcjonujących w innych państwach jest nagminna.
Francuzi mieli system gimnazjów i liceów, który był systemem złym - co świetnie widać po efektach pracy tych szkół (chociażby w postaci typowych uczniowskich rozrywek w rodzaju podpalania paryskich samochodów).
Ten system bardzo się spodobał naszym reformatorom - wprowadzono gimnazja. Głupota tej reformy dała tak porażające efekty, że dziś nawet nie muszę tłumaczyć dlaczego wprowadzenie gimnazjów było złe - jaki koń, każdy widzi.

Teraz na swojej stronie internetowej "Głos Nauczycielski" (Organ Związku Nauczycielstwa Polskiego) ogłasza, że obejmuje patronat nad czymś, co określa "Jak uczyć w wielokulturowej szkole?". Cytuję: "Jak pracować w klasie, w której dzieci mają różne pochodzenie etniczne i narodowe, nie znają dobrze języka polskiego? Jak budować relacje z nimi i ich rodzinami?".

Nadal przyjmowane są zachodnie wzorce, które w świecie najnormalniej się nie sprawdzają. W takiej Francji objęci "wielokulturową troską" uczniowie pochodzenia arabskiego za nic nie chcą się integrować i wolą tworzyć getta, by żyć wśród swoich i według swoich zasad. W USA tak się już społeczeństwo wielokulturowe zintegrowało, że wycieczka białego człowieka do czarnej dzielnicy da się porównać tylko eskapady masochisty lub człowieka, który chce popełnić najtańsze samobójstwo.

Dlatego chętnie odpowiem na pytanie, jak uczyć w opisanej "wielokulturowej" klasie.
W szkołach, w których językiem wykładowym jest język polski, nie można niczego nauczyć kogoś, kto nie  zna dobrze języka polskiego.
Jeżeli ktoś chce w naszym kraju żyć - proszę bardzo. Niech się tylko dostosuje do naszego trybu życia, bo jest tu gościem i nie ma prawa czegokolwiek od nas wymagać. Niech się nauczy języka, zarobi na swoje utrzymanie, przywitamy go z radością.
A jeżeli nie zechce, niech wraca skąd przyszedł - tam ma szkoły w swoim języku.

"Wielokulturowa klasa" to byt nieistniejący. To przechowalnia dla przyszłych mieszkańców gett. Z klasą w rozumieniu oświatowym nie ma ona nic wspólnego.

Przerażająca arogancja władzy

Dopiero co pisałem o odbieraniu praw rodzicom. Gdy jednemu coś się odejmuje, to drugiemu - dodaje. Kto zatem te prawa sobie przywłaszcza? Władzuchna nasza kochana! Ale nie tylko "nasza".

W co najmniej 13-u gimnazjach w Southampton, trzynastoletnim uczennicom wszczepiono podskórne implanty hormonalne. Te podskórne środki miały zapobiegać ciąży.
Zrobiono to bez zgody i wiedzy rodziców. Więcej: uczennicom tłumaczono, że mają nie mówić o tym rodzicom.
Władze tłumaczyły się, że panuje epidemia nastoletnich ciąż.

Gdyby coś takiego zrobił amerykański lekarz 100 lat temu, to od rodzica dostałby kulkę i pewnie zostałoby to uznane za samoobronę. Gdyby do tego nie doszło - trafiłby do więzienia. Teraz eksperymenty medyczne na dzieciach stają się codziennością. Władza korzysta z "osiągnięć" doktora Mengele?

No właśnie...

Były minister edukacji, profesor Ryszard Legutko udzielił wywiadu dla "Uważam Rze". Tematy, które poruszył, często przewijają się w naszych komentarzach:

- Powiedzmy wprost. Wychowania w szkole już nie ma, i to nie ma go nawet w wersji śladowej odnoszącej się do prostych odruchów "proszę" czy "dziękuję". Nauczyciele są coraz bardziej zastraszani - przez uczniów, przez rodziców, przez regulacje prawne. Zwykle w sporach między uczniem a nauczycielem przegrywa ten ostatni. Są prawa ucznia, rzecznicy do wszystkiego się wtrącający, a nauczyciel zostaje sam. Dyrektor nie stanie po jego stronie, koledzy nauczyciele prywatnie pewnie będą go pocieszać, ale publicznie nie będą się z nim solidaryzować, dziennikarze też w większości nie poprą, więc co ma robić?
- Można odnieść wrażenie, że ogromna część Polaków zgłupiała, uważając, że najlepsze wychowanie to brak wychowania.
- Fatalnym pomysłem było wprowadzenie gimnazjum, które "uruchomiło falę uczniowskiej nieodpowiedzialności".
- Wśród dziewcząt poziom przemocy podniósł się przez ostatnie lata o 150 proc. Mamy tutaj całą skalę nagannych zachowań. Od drastycznych wydarzeń, zabójstw i gwałtu, przez poniżanie nauczycieli i rówieśników, aż po zwykłe, chciałoby się powiedzieć, codzienne chamstwo. Młody człowiek, który daje pierwszeństwo przejścia starszemu człowiekowi, to w dzisiejszej Polsce niezwykle rzadki przypadek.

Brakuje w tej wypowiedzi wzmianki, że rodzice zostali pozbawieni swoich praw, gdy weszła w życie ustawa chroniąca maluchy nawet przed klapsem.
Niektórzy (komentując nieprzychylnie wypowiedź profesora Legutki) zapominają, że zdarzają się szkoły, w których degradacja procesu wychowania nie jest tak daleko posunięta - podobno nie istnieje reguła społeczna bez wyjątków.

Hall - kukułką?

Nie do wiary, ile kukułczyj jaj podrzuciła nam była minister Katarzyna Hall.
Oto dowiadujemy się, że (za dziennik.pl):

To koniec liceów ogólnokształcących. Znikną już od września. Będzie mniej lekcji historii, polskiego, biologii, chemii i geografii. Więcej - zdrowia i urody.
Od września licea przestaną być ogólnokształcące, a staną się specjalistyczne. Reforma, która po wakacjach 2012 r. roku wchodzi w życie, ostro tnie godziny przedmiotów na poziomie podstawowym. Znika 90 godzin historii, 60 języka polskiego i 120 przedmiotów ścisłych.

Licealiści będą musieli wybrać profil kształcenia. W praktyce w wieku 15 lat zdecydują, czy zostaną humanistami, inżynierami czy ekonomistami.
Uczniowie w pierwszej klasie liceum będą kończyli naukę przedmiotów, którą rozpoczęli w gimnazjum. Pozostałe dwa lata będą mieli na poszerzanie wiedzy z wybranych dziedzin – od dwóch do czterech. Kto zdecyduje się na profil humanistyczny, z prawami Newtona będzie miał ostatni raz styczność w wieku gimnazjalnym. Wiedzę fizyczną zastąpią takie bloki, jak: zdrowie i uroda, śmiech i płacz czy woda – cud natury. Przyszli inżynierowie i ekonomiści o powstaniu listopadowym posłuchają ostatni raz w wieku 13 lat.

Gdy dowiaduję się o nowych przedmiotach: zdrowie i uroda, nie mogę powstrzymac się od śmiechu. Gdy zaś czytam o "blokach":  zdrowie i uroda, śmiech i płacz, woda – cud natury, to zaczynam zastanawiać się, czy ja jeszcze śpię. A może po prostu trafiłem do domu wariatów?

Ale dlaczego nikt się nie śmieje! Przecież ten król jest nagi!

Po owocach ich poznacie...

Ledwie kilka dni temu pisałem o nieudacznych oświato-reformatorach. System oświatowy odziedziczony po upadku tzw. "socjalizmu realnego" nie był ideałem, ale jakiś-tam w miarę przyzwoity poziom był utrzymywany. Każdy kolejny minister chciał się jednak wykazać, więc reformował na potęgę.

Te reformy najczęściej szkodziły poziomowi nauczania, wychowania, jak też autorytetowi nauczyciela. Od czasów ministra Giertycha (na którym psy wieszano na potęgę, a i ideałem nie był), nie było lepszego ministra oświaty! Dlaczego wspominam właśnie jego? Bo zauważył problem bardzo ważny - dyscyplinę w szkole. Najlepszy nauczyciel nie nauczy niczego ucznia, który nie chce się uczyć, ma za sobą głupawe przepisy o ochronie jego prawa do lenistwa i rozrabia w szkole, bo nie grozi mu za to żadna sensowna kara.

Oto "Rzeczpospolita" donosi:
Przestępstw w gimnazjach i podstawówkach przybywa, a sprawcy są coraz młodsi i bardziej brutalni.
Liczba wymuszeń i rozbojów przez ostatnie dwa lata prawie się podwoiła.
Stan bezpieczeństwa w szkołach jest zatrważający, wymuszenia od młodszych kolegów pieniędzy, telefonów czy pobiciach są na porzadku dziennym.
Coraz niższy jest wiek sprawców i coraz większa liczba przestępstw dokonywanych z dużą dozą agresji.

Kochani "reformatorzy". Może już najwyższy czas pomyśleć o likwidacji przymusu szkolnego? Niech chodzą do szkoły ci, którzy chcą się uczyć. Szkoła ma uczyć, a nie wychowywać na młodocianych gangsterów.

Jeżeli ktoś nie chce się uczyć, niech pracuje - dziecko powinno mieć do tego prawo. Prawo zabraniające dziecku pracować, a nakazujące mu się nudzić w szkole - jest bezprawiem. O dziecku powinni decydować rodzice, a nie urzędnicy.


Pozostałe komentarze:
-1--2--3--4--5--

-6--7--8--9--10--

-11--12--13--14--15--

-16--17--18--19--20--

-21--22--23--