‹ ›

Dzieci to kupa szczęścia, z przewagą tego pierwszego.


Bieżące komentarze: matura, oświata i okolice



Nauczyciele - sędziami?

MEN ws. obniżenia wieku szkolnego dzieci:
W trakcie konsultacji MEN przekazał projekt ustawy bezpośrednio 81 partnerom społecznym. Większość z nich nie przesłała uwag do projektu ustawy, akceptując tym samym przesunięcie obniżenia wieku obowiązku szkolnego na rok 2014. Z możliwości zgłoszenia uwag skorzystało kilkanaście podmiotów. Z przesłanych opinii wynika, że większość z nich popiera ideę obniżenia wieku szkolnego.


A kto jest tym "partnerem społecznym"? Między innymi:
Związek Nauczycielstwa Polskiego (największa organizacja reprezentująca środowisko nauczycieli), Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty (największa organizacja zrzeszająca dyrektorów szkół i przedszkoli), Ogólnopolskie Stowarzyszenie Powiatowych i Gminnych Samorządowych Ośrodków Doskonalenia Nauczycieli (organizacja ośrodków wspierających nauczycieli w rozwoju zawodowym), Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Polska Komisja Akredytacyjna, Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów, Konferencja Rektorów Publicznych Szkół Zawodowych, Rzecznik Praw Dziecka, Instytut Nauk Społeczno - Ekonomicznych, Związek Zawodowy "Rada Poradnictwa" oraz Ochotnicze Hufce Pracy.

Tym samym MEN pyta głównie nauczycieli, czy zabierać dzieci rodzicom o rok wcześniej. Zainteresowani (im więcej dzieci w szkole, tym nauczyciele mają więcej pracy) są sędziami we własnej sprawie! To, że najważniejszy (w tym towarzystwie) głos Stowarzyszenia i Fundacji "Rzecznik Praw Rodziców" jest odosobniony nie ma znaczenia. Przecież o wyrywaniu 6-latków do szkolnego kształcenia będą decydować Ochotnicze Hufce Pracy, a nie jacyś tam rodzice.

Jak za Stalina - oderwać od rodziców i wychować na Wołodię Morozowa (Wołodia Morozow: sowiecki bohater narodowy, to chłopiec, który zadenuncjował przed władzą sowiecką swojego ojca – pracownika kołchozu - za to, że ukrył czapkę ziarna z przeznaczeniem na wyżywienie dla swojej rodziny w czasie głodu na Ukrainie. Ojciec zginął w łagrze).

Głupie pytanie - głupia odpowiedź

Omawiane poniżej badanie jest doskonałym przykładem marnotrawstwa w ramach unijnych "projektów". Przytoczmy fragmenty newsa. Na początek zabawny tytuł:

Ponad połowa Polaków przeciw płatnym studiom.

Tytuł ten sugeruje, że teraz uczelnie są utrzymywane przez krasnoludki, więc studia nie są płatne.

Ponad połowa Polaków jest przeciwna ponoszeniu kosztów studiowania przez studentów uczelni publicznych, nawet jeśli miałoby to podnieść poziom nauczania – wynika z badania przeprowadzonego przez CBOS, w ramach projektu "Akademickie Mazowsze 2030".
Respondenci odpowiadali na pytanie: "Czy Pana/Pani zdaniem studenci publicznych uczelni powinni ponosić część kosztów kształcenia, jeśli pozwoliłoby to na znaczące podniesienie poziomu nauczania?".

Ciekawi mnie w jaki to cudowny sposób, przez samo zwiększenie środków, wyższe uczelnie znacząco podniosą jakość nauczania. Czy profesura zacznie mądrzej i bardziej zrozumiale dla studenckiej braci wykładać? Czy podejmujący studia maturzyści będą lepiej do nich przygotowani, niż teraz - bo jakość nauczania na wcześniejszych etapach kształcenia nagle wzrośnie? A może studenci będą bardziej przykładać się do nauki?

Jeżeli teraz studenci tzw. "publicznych" uczelni nie płacą czesnego (bo składają się na nich płacący podatki), to znajdźcie mi głupiego, który chciałby to zmienić i płacić! Każdy ankietowany, jeżeli tylko ma potencjalnego studenta w rodzinie, będzie za tym, żeby ten nie płacił - tym bardziej, że postulowane podniesienie poziomu nauczania jest wróżeniem z fusów.

Pytanie zainteresowanych o zdanie jest bez sensu, bo nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie (w dzisiejszych czasach ten oczywisty postulat poszedł niestety  w zapomnienie). Po co zatem zadawać takie idiotyczne pytania? Bo jest kasa do wydania?

Policzmy kasę...

CKE ogłosiła konkurs na autorów zadań egzaminacyjnych.

W związku z tym przypomnę, że Mirosław Sawicki, wicedyrektor CKE w wywiadzie radiowym (23.05.2011) powiedział, że CKE wyda w ciągu dwóch lat 47 mln zł na stworzenie banku zadań, z którego układane będą wszelkie egzaminy. Przyjmując, że zadań będzie 10 tysięcy otrzymujemy koszt... 4700 zł za zadanie!!!

Ciekawe, jaki ochłap z Pańskiego stołu przypadnie tym, którzy się zgłoszą, ile dostaną za jedno zadanie? Chyba nie więcej, niż 20-30 złotych? Informacje proszę przysyłać na adres e-mailowy (zakładka Kontakt). Z przyjemnością opublikuję.

Rzecznik

Minister nauki Barbara Kudrycka powołała dziś Rzecznika Praw Absolwenta.

Oj, Pani minister uprawia jawną dyskryminację! Nie mają rzecznika: łysi, brodacze, mądrzy, głupi, zielonoocy, mieszkańcy wsi, uczniowie powtarzający klasę ...itd... itp. Jak można wyróżniać akurat absolwentów? Nieładnie proszę Pani.

Badania

Urzędnicy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które badania sfinansowało podobno nie chcieli komentować wyników. Podaję je (z różnych źródeł), a główny wniosek z badań, to stwierdzenie, że szkoła zniewala umysły dzieci.

  • Jaś idzie do pierwszej klasy podstawówki i cofa się w rozwoju: nawet jeśli w przedszkolu czytał, to w szkole każą mu sylabizować. Nauczyciel, zamiast z nim rozmawiać, tresuje w wypełnianiu kart zadań. A jeśli Jaś będzie miał własne poglądy, zostanie skarcony.
  • Część nauczycieli nie potrafi pracować z uczniami: 52 proc. dzieci uważa, że posiadanie innych poglądów, niż ma nauczyciel, jest karane.
  • Szkoła zamyka najmłodszych w klasach i zmusza do wypełniania kart pracy. A to prowadzi do ''pogwałcenia natury dziecka'' i ''szkodzi jego rozwojowi''.
  • Dzieciom zafundowano zeszyty ćwiczeń, do których wpisują gotowe odpowiedzi. Nie uczy się ich myślenia, a szkoła nie zaspokaja ich naturalnej potrzeby odkrywania świata.
  • Szkoła choruje na testy. Uczniowie, gdy mają rozwiązać złożone zadania wymagające myślenia, stają się bezradni.
  • Prof. Sowińska: Jeśli dziecko w szkole nie może samodzielnie myśleć i odkrywać świata, bo tylko odpowiada na pytania, tak jak sobie życzy nauczyciel, to czy nie jest to zniewolenie umysłów? W szkołach nie ma zgody, aby uczeń popełniał błędy i się na nich uczył.
  • Dzieci nie potrafią opowiedzieć własnymi słowami, co przeczytały, ani formułować dłuższych wypowiedzi. Na dodatek mówią ubogim językiem, pełnym skrótów.

Przytoczone fragmenty opisów wyników badań mówią same za siebie. Niedawno jeden z uczniów niezadowolony ze swoich szkolnych osiągnięć mówił mi, że szkoła i pracujący w niej nauczyciele nie spełniają jego oczekiwań - a chciałby sumiennie pracować i mieć dobre wyniki. Powiedziałem mu, że państwowa szkoła nie jest po to, by dobrze nauczyć, ale po to, by wychować posłusznego obywatela. I niech to będzie podsumowaniem.

Uderz w stół, a... ZNP się odezwie

Związek gmin wystąpił do rządu z inicjatywą, by pensje dla nauczycieli wypłacano z budżetu państwa. Gminom pozostałoby utrzymanie szkół i inwestowanie w ich bazę. Uzasadnienie jest proste: finanse większości gmin w Polsce są w opłakanym stanie. Oświata pochłania nierzadko ponad jedną trzecią ich budżetów.  Pensje dla nauczycieli, które rosną, pochłaniają większość tzw. subwencji oświatowej, a na utrzymanie budynków szkół, remonty czy organizowanie dzieciom zajęć dodatkowych pieniędzy brakuje.

Na to odezwał się Związek Nauczycielstwa Polskiego: "Protestujemy przeciwko zniesławianiu nauczycieli przez niektóre media sugerujące, że pensje nauczycieli są przyczyną złego stanu finansów samorządów".

Boki zrywać! Swego czasu wyśmiałem reformy polegające na przekazaniu finansowania oświaty do gmin. Mamy bowiem taką sytuację, że oświatą rządzi Warszawa, nauczycielskie pensje ustala Warszawa, wysokość subwencji oświatowej ustala Warszawa, a płacą gminy. Wystarczy dać im mniej pieniędzy i po kłopocie. Niech się martwią. A rząd... deficyt w budżecie ukryje (bo on się rozejdzie na zadłużenie gmin) i jest na kogo zwalić winę za niedofinandsowanie oświaty.

Reakcja ZNP jest tu kuriozalna. Kto tu zniesławia nauczycieli? Gminy mówią tylko tyle, że jeżeli rząd chce centralnie sterowanej, państwowej oświaty, to niech ją sam utrzymuje (choćby te pensje) - albo niech daje tyle kasy, ile wynoszą koszty.

Księżycowe pomysły

MEN ma problem: jak wzbudzić wśród dzieci i młodzieży zainteresowanie muzyką?

Minister edukacji Krystyna Szumilas razem z ministrem kultury i dziedzictwa narodowego Bogdanem Zdrojewskim uczestniczyła w prezentacji portalu www.muzykotekaszkolna.pl. Muzykoteka Szkolna skierowana jest do uczniów klas 4-6 szkoły podstawowej, gimnazjalistów, licealistów, studentów, nauczycieli muzyki, animatorów kultury i wszystkich osób dorosłych, które chciałyby uzupełnić lub poszerzyć swoją wiedzę muzyczną.

Z tej okazji minister Szumilas stwierdziła: "Ten projekt pozwoli zarazić pasją muzyki klasycznej tych uczniów, którzy jeszcze nie wiedzą, że lubią ten rodzaj muzyki".

Już widzę czwartoklasistów zasłuchanych w dźwięki "Sonaty księżycowej", którzy jeszcze nie wiedzą, że lubią Beethovena, ale się o tym dzięki MEN dowiedzą. Gdy zaś zobaczę uczniów gimnazjum zachwyconych muzyką Mozarta, to chyba z krzesła spadnę.

Naprawdę nasza oświata ma tylko takie (księżycowe) problemy? A swoją drogą - bo mamy podobno kryzys: ciekawe, jaka kasa zostanie utopiona w tym "projekcie".


Pozostałe komentarze:
-1--2--3--4--5--

-6--7--8--9--10--

-11--12--13--14--15--

-16--17--18--19--20--

-21--22--23--