Ci, którzy są skłonni poswięcić wolność dla poczucia bezpieczeństwa, nie zasługują ani na jedno, ani na drugie i stracą oba. Thomas Jefferson


Bieżące komentarze: matura z matematyki, oświata



Ach ci lekarze...

Mamy kolejne wiekopomne reformy. Teraz kształcenie nauczycieli będzie takie, że ho, ho! Teraz kształcenie będzie modułowe:

  1. Moduł pierwszy: przygotowanie w zakresie merytorycznym do nauczania przedmiotu, czyli przyszłego nauczyciela matematyki będą uczyć matematyki.
  2. Moduł drugi: psychologiczno-pedagogiczny, czyli nauczyciela będą uświadamiać w kwestii psychiki uczonego dziecka, czy nawet dorosłego - by mógł wybrać optymalne  na danym etapie metody nauczania.
  3. Moduł trzeci: dydaktyczny, czyli będą uczyć, jak należy uczyć matematyki.

Czy tego nie uczono wcześniej? Ależ uczono, tylko nie sklasyfikowano tych czynności jako "moduły". Teraz mamy moduły, czyli reforma jest.

Niebezpieczne jest w tym wszystkim jedno: "zwiększono rolę kształcenia praktycznego, w tym w szczególności w obszarach dotyczących kompetencji opiekuńczych, wychowawczych oraz diagnozowania indywidualnych potrzeb ucznia". Nad dzieckiem rozciągnie się taki parasol ochronny, że gdy ono dorośnie, to będzie bezradne, jak niemowlę we mgle.  To jest przygotowanie do produkcji posłusznych obywateli - i chyba o to właśnie chodzi.

A odnośnie leczenia oświaty, a poziomu kształcenia nauczycieli w szczególności. Proszę Wielkich Reformatorów! Prawdziwe leczenie, to leczenie przyczyn. Gdy ktoś ma grypę, to podawanie mu kropli do nosa nie jest leczeniem, lecz poprawianiem jego samopoczucia. Gdy ktoś na poziomie matury nie potrafi czytać ze zrozumieniem, to możecie go wymodułować po trzykroć, a i tak dobrego nauczyciela z niego nie zrobicie.

Wprowadzenie fatalnych "reform" (przykładowo: zlikwidowanie normalnego oceniania w klasach najmłodszych, wprowadzenie gimnazjów, forsowanie ochrony pseudo-praw uczniów) rozwaliło kształcenie na poziomie podstawowym i średnim. Teraz możecie sobie co najwyżej leczyć skutki swoich poprzednich reform.

Jak poprawić wyniki nie poprawiając wyników?

Mamy zapowiedź kolejnych ułatwień na maturze. Podobno CKE zamierza sprawdzić ilu maturzystów cierpi na dyskalkulię. OKE w Łodzi ma sprawdzić przebieg tegorocznych matur w całym kraju i zbadać jak duży jest problem występowania dyskalkulii wśród maturzystów.

Dyskalkulia to zaburzenie zdolności matematycznych. Niektóre objawy:

  • nieumiejętność wykonywania elementarnych działań na liczbach (także liczenie na palcach i częste naciskanie złych przycisków w kalkulatorze),
  • problemy z odczytywaniem poprawnej godziny z zegarka,
  • zapominanie następnego etapu jakiejś operacji,
  • błędy "nieuwagi",
  • trudności w odczytywaniu map i wykresów,
  • brak myślenia logicznego na materiale liczbowym,
  • ataki nerwicowe lub stresowe przed wykonywaniem działań matematycznych - co już nie dziwi, bo skoro się czegoś nie umie...


Mamy taką sytuację, że aby podjąć studia wyższe na jakimkolwiek kierunku, trzeba najpierw zdać egzamin maturalny. Nie pierwszy raz twierdzę, że taki stan rzeczy jest absurdalny. Można być genialnym pisarzem nie umiejąc dodawać. Można być genialnym matematykiem, który nie zna literatury średniowiecza. Po co komu ta matura?

Do podjęcia studiów na polonistyce powinny w zasadzie wystarczać odpowiednie umiejętności polonistyczne, a na kierunku matematyka - matematyczne. Tak nie jest - nie mogą podjąć studiów "jednostronnie" uzdolnieni. Za to z powodzeniem mogą studiować miernoty, które umieją niewiele, ale przez maturę jakoś się przepchają.

Teraz umożliwi się przepchanie matury tym, którzy załatwią sobie  papierek, że cierpią na dyskalkulię. Jutro - na języki obce. A za jakiś czas tym, którzy boją się wiedzy.

Kto winny niech się przyzna!

Na portalu dziennik.pl ukazał się artykuł "Wielkie zmiany w szkołach. Takiej reformy jeszcze nie było". Oto jego fragmenty:

Kto przeszkadza w reformowaniu szkół? Resort edukacji już wie - to dyrektorzy placówek. Dlatego ministerstwo szykuje rewolucję, która całkowicie odmieni obraz polskiej edukacji. Ośrodek Rozwoju Edukacji – agenda podległa Ministerstwu Edukacji – wystawił bardzo niepochlebną opinię dyrektorom polskich szkół. Oskarża ich o sabotowanie reform i zaleca zmiany w sposobie mianowania.
Autor raportu stawia tezę, że za taki stan rzeczy odpowiada to, że prawie wszyscy dyrektorzy szkół są nauczycielami. A większość kieruje placówką, w której wcześniej pracowali jako nauczyciele. W dodatku tylko nieliczni pracowali gdziekolwiek poza szkołą. To oznacza brak dystansu i krytycznej oceny środowiska, z którego wyszli, co przekłada się na sposób zarządzania oświatą.


Trwają prace nad rozwiązaniami legislacyjnymi, które w lutym trafią na biurko minister edukacji.Chodzi o to, by dyrektor po wyborze na stanowisko miał zawieszone przywileje wynikające z Karty nauczyciela, samorząd mógł zrezygnować z etatu dyrektora szkoły, a w jego miejsce powołać inspektora oświatowego.Proponowany jest też model, w którym obowiązywałby zakaz pełnienia funkcji kierowniczej w szkole, w której było się nauczycielem, lub zakaz pełnienia funkcji w jednej placówce dłużej niż dwie kadencje. Do tego dyrektor w okresie dwóch pierwszych lat od objęcia po raz pierwszy stanowiska miałby obowiązek przejść dwuetapowy system szkolenia.

Faktem jest, że:

  • przepisów prawa nie powinni pisać prawnicy, bo tak je zagmatwają, że normalny człowiek tego nie zrozumie - by mogli potem zarabiać na interpretacji przepisów,
  • dyrektorem szkoły nie powinien być nauczyciel, bo będzie dbał o dobro nauczycieli, a nie uczniów - a szkoła jest przecież dla tych drugich.

Podobnie w MEN nie powinni pracować (także byli) nauczyciele, bo będą tak zarządzali oświatą, by inni nauczyciele mieli niezły zarobek na niekończących się kursach i szkoleniach. Świetnie ujął to w komentarzu (z akcentem politycznym) jeden z internautów:

Nie matura, lecz chęć szczera, da szkolnego menedżera.
Bo nie chodzi o maturę, tylko kursa POniektóre.

Nauczyciele - sędziami?

MEN ws. obniżenia wieku szkolnego dzieci:
W trakcie konsultacji MEN przekazał projekt ustawy bezpośrednio 81 partnerom społecznym. Większość z nich nie przesłała uwag do projektu ustawy, akceptując tym samym przesunięcie obniżenia wieku obowiązku szkolnego na rok 2014. Z możliwości zgłoszenia uwag skorzystało kilkanaście podmiotów. Z przesłanych opinii wynika, że większość z nich popiera ideę obniżenia wieku szkolnego.


A kto jest tym "partnerem społecznym"? Między innymi:
Związek Nauczycielstwa Polskiego (największa organizacja reprezentująca środowisko nauczycieli), Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty (największa organizacja zrzeszająca dyrektorów szkół i przedszkoli), Ogólnopolskie Stowarzyszenie Powiatowych i Gminnych Samorządowych Ośrodków Doskonalenia Nauczycieli (organizacja ośrodków wspierających nauczycieli w rozwoju zawodowym), Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Polska Komisja Akredytacyjna, Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów, Konferencja Rektorów Publicznych Szkół Zawodowych, Rzecznik Praw Dziecka, Instytut Nauk Społeczno - Ekonomicznych, Związek Zawodowy "Rada Poradnictwa" oraz Ochotnicze Hufce Pracy.

Tym samym MEN pyta głównie nauczycieli, czy zabierać dzieci rodzicom o rok wcześniej. Zainteresowani (im więcej dzieci w szkole, tym nauczyciele mają więcej pracy) są sędziami we własnej sprawie! To, że najważniejszy (w tym towarzystwie) głos Stowarzyszenia i Fundacji "Rzecznik Praw Rodziców" jest odosobniony nie ma znaczenia. Przecież o wyrywaniu 6-latków do szkolnego kształcenia będą decydować Ochotnicze Hufce Pracy, a nie jacyś tam rodzice.

Jak za Stalina - oderwać od rodziców i wychować na Wołodię Morozowa (Wołodia Morozow: sowiecki bohater narodowy, to chłopiec, który zadenuncjował przed władzą sowiecką swojego ojca – pracownika kołchozu - za to, że ukrył czapkę ziarna z przeznaczeniem na wyżywienie dla swojej rodziny w czasie głodu na Ukrainie. Ojciec zginął w łagrze).

Głupie pytanie - głupia odpowiedź

Omawiane poniżej badanie jest doskonałym przykładem marnotrawstwa w ramach unijnych "projektów". Przytoczmy fragmenty newsa. Na początek zabawny tytuł:

Ponad połowa Polaków przeciw płatnym studiom.

Tytuł ten sugeruje, że teraz uczelnie są utrzymywane przez krasnoludki, więc studia nie są płatne.

Ponad połowa Polaków jest przeciwna ponoszeniu kosztów studiowania przez studentów uczelni publicznych, nawet jeśli miałoby to podnieść poziom nauczania – wynika z badania przeprowadzonego przez CBOS, w ramach projektu "Akademickie Mazowsze 2030".
Respondenci odpowiadali na pytanie: "Czy Pana/Pani zdaniem studenci publicznych uczelni powinni ponosić część kosztów kształcenia, jeśli pozwoliłoby to na znaczące podniesienie poziomu nauczania?".

Ciekawi mnie w jaki to cudowny sposób, przez samo zwiększenie środków, wyższe uczelnie znacząco podniosą jakość nauczania. Czy profesura zacznie mądrzej i bardziej zrozumiale dla studenckiej braci wykładać? Czy podejmujący studia maturzyści będą lepiej do nich przygotowani, niż teraz - bo jakość nauczania na wcześniejszych etapach kształcenia nagle wzrośnie? A może studenci będą bardziej przykładać się do nauki?

Jeżeli teraz studenci tzw. "publicznych" uczelni nie płacą czesnego (bo składają się na nich płacący podatki), to znajdźcie mi głupiego, który chciałby to zmienić i płacić! Każdy ankietowany, jeżeli tylko ma potencjalnego studenta w rodzinie, będzie za tym, żeby ten nie płacił - tym bardziej, że postulowane podniesienie poziomu nauczania jest wróżeniem z fusów.

Pytanie zainteresowanych o zdanie jest bez sensu, bo nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie (w dzisiejszych czasach ten oczywisty postulat poszedł niestety  w zapomnienie). Po co zatem zadawać takie idiotyczne pytania? Bo jest kasa do wydania?

Policzmy kasę...

CKE ogłosiła konkurs na autorów zadań egzaminacyjnych.

W związku z tym przypomnę, że Mirosław Sawicki, wicedyrektor CKE w wywiadzie radiowym (23.05.2011) powiedział, że CKE wyda w ciągu dwóch lat 47 mln zł na stworzenie banku zadań, z którego układane będą wszelkie egzaminy. Przyjmując, że zadań będzie 10 tysięcy otrzymujemy koszt... 4700 zł za zadanie!!!

Ciekawe, jaki ochłap z Pańskiego stołu przypadnie tym, którzy się zgłoszą, ile dostaną za jedno zadanie? Chyba nie więcej, niż 20-30 złotych? Informacje proszę przysyłać na adres e-mailowy (zakładka Kontakt). Z przyjemnością opublikuję.

Rzecznik

Minister nauki Barbara Kudrycka powołała dziś Rzecznika Praw Absolwenta.

Oj, Pani minister uprawia jawną dyskryminację! Nie mają rzecznika: łysi, brodacze, mądrzy, głupi, zielonoocy, mieszkańcy wsi, uczniowie powtarzający klasę ...itd... itp. Jak można wyróżniać akurat absolwentów? Nieładnie proszę Pani.


Pozostałe komentarze:
-1--2--3--4--5--

-6--7--8--9--10--

-11--12--13--14--15--

-16--17--18--19--20--

-21--22--23--