‹ ›

Jeżeli udoskonalasz coś dostatecznie długo, na pewno to zepsujesz.


Bieżące komentarze: matura, oświata i okolice



Podrzutki ciąg dalszy

Ośrodek Rozwoju Edukacji na zlecenie MEN przygotował poradnik pt. "Przemoc w rodzinie wobec dziecka. Procedury interwencyjne w szkole". Zajrzałem na stronę tegoż ośrodka. Jest tam więcej materiałów traktujących o przemocy w rodzinie, w szkole i gdzie tam jeszcze, można je pobrać i sobie poczytać. Pobrałem, poczytałem i włos mi się na głowie zjeżył.

Jedno z opracowań na wspomniany temat "popełniła" niejaka Danuta Morawska. Opracowanie to nosi tytuł "Krzywdzenie emocjonalne dziecka". Powołując się na prace kogoś-tam z Instytutu Psychologii Klinicznej w Londynie, stwierdza ona między innymi:

Wachlarz zachowań używanych przez dorosłych w celu skrzywdzenia dziecka jest ogromny. Może on zawierać również: 

  • Nadużywanie pozycji przez rodziców – narzucanie ich woli, szantaż finansowy, negowanie osiągnięć dziecka, narzucanie swojej pomocy, manipulowanie relacjami dziecka z rodzeństwem.

W oparciu o takie "osiągnięcia" nauki nauczyciele polskich szkół będą teraz zakładać niebieskie książeczki. Rodzicu! Pamiętaj:

  1. Powiesz dziecku, że ma posprzątać? Narzucasz mu swoją wolę, czyli działasz w celu skrzywdzenia dziecka! Jesteś przestępcą!
  2. Powiesz dziecku, że kieszonkowe zależy od jego zachowania? Popełniasz szantaż finansowy, czyli działasz w celu skrzywdzenia dziecka! Jesteś przestępcą!
  3. Mówisz dziecku, że jedna ocena pozytywna ze sprawdzianu wobec pięciu niedostatecznych to za mało? Negujesz jego osiągnięcia, czyli działasz w celu skrzywdzenia dziecka! Jesteś przestępcą!
  4. Pytasz dziecko, czy mu pomóc odrobić zadanie domowe? Narzucasz mu swoją pomoc, czyli działasz w celu skrzywdzenia dziecka! Jesteś przestępcą!
  5. Mówisz dziecku, by nie zabierało braciszkowi zabawek? Manipulujesz relacjami dziecka z rodzeństwem, czyli działasz w celu skrzywdzenia dziecka! Jesteś przestępcą!

Ale czasów doczekaliśmy! Ludzie wypisujący takie bzdury mają tytuły w Londynie, a nasi bezrefleksyjni wielbiciele wszelkich euro-nowości powielają te idiotyzmy. Szkoda, że ze szkodą dla przymusowo uczęszczających do szkół dzieci, bo odchodząca minister Hall też to kupiła i co najgorsze wdrożyła do realizacji.

Teraz tylko patrzeć jak pod byle pretekstem szkoły będa się wtrącać w wewnętrzne sprawy polskich rodzin, bo pewnie znajdą się wśród nauczycieli tacy, którzy to przeczytają i potraktują poważnie...

Podrzutka

Wygląda na to, że minister Hall podrzuciła swojemu następcy kukułcze jajco. Mają bowiem wejść w życie przepisy, na podstawie których nauczyciel może wystawić tzw. niebieską kartę, jeżeli uzna (według własnego widzi-misię), że w rodzinie ucznia dochodzi do przemocy.

Wystawienie takiej niebieskiej karty rozpoczyna procedurę, od której nie można odstąpić. Dokument trafia do specjalnego gminnego zespołu, który podejmuje decyzję, co dalej zrobić. W najgorszym razie może się to skończyć odebraniem praw rodzicielskich. A wszystko to może nastąpić na podstawie twierdzeń ucznia, które (jak wskazuje praktyka) zgadzają się ze stanem faktycznym albo i nie. Jedno jest pewne: nauczyciel, czyli osoba, która może mieć zerowe umiejętności prowadzenia śledztwa, ma:

  • orzekać o podejrzeniu popełnienia przestępstwa,
  • wtrącać się tym samym w życie rodziny, a zarazem
  • narażać rodzinę na przykrości bo dziecko niezadowolone z zakazu wyjścia na miasto bredzi, ze tatuś na nie ciągle krzyczy.

Niebieskiej karty broni oczywiście Katarzyna Hall.  Według niej ważniejsze jest, aby nie przeoczyć żadnego krzywdzonego dziecka, niż to, że ktoś nadgorliwie założy kartę bez odpowiedniego uzasadnienia.

No i jak tu się dziwić, że nasza biedna oświata jest w takim stanie, jeżeli ministrują jej takie tuzy intelektu? Rozumując tak, jak minister Hall należałoby co tydzień przesłuchiwać wszystkich mężczyzn, bo ważniejsze jest, żeby nie przeoczyć żadnej zgwałconej kobiety, niż to, że komuś się założy kartotekę.

Prawa Murphy'ego

 W Sejmie trwają rozmowy dotyczące przewodnictwa poszczególnym komisjom sejmowym. PAP, powołując się na nieoficjalne źródła podaje, że Ruch Palikota ma przewodniczyć sejmowej Komisji Edukacji Narodowej.

To mniej więcej tak, jakby delegacja wilków przewodniczyła kimisji ustającej zasady wypasu owiec.

Nie wiem, czy PAP tak tylko straszy, ale prawa Murphy'ego sugerują, że nie:

Jeżeli wydaje ci się, że już gorzej być nie może - na pewno będzie.

Jeżeli coś może się nie udać - nie uda się na pewno.

Człowiek postępuje rozsądnie wtedy i tylko wtedy, gdy wszelkie inne możliwości zostały już wyczerpane.

Ostatnie podrygi

Minister (jeszcze) Hall wręczyła Krajowe Certyfikaty Szkół Promujących Zdrowie. O nadanie Krajowego Certyfikatu mogły ubiegać się szkoły, które:

  • podejmują systemowe działania w zakresie edukacji zdrowotnej i promocji zdrowia,
  • tworzą warunki sprzyjające dobremu samopoczuciu całej społeczności szkolnej,
  • samodzielnie diagnozują swoje problemy i podejmują inicjatywy służące rozwiązywaniu tych problemów.

Ręce opadają, gdy się człowiek wczytuje w ten bełkot. Jakbym czytał "Trybunę Ludu" z lat 70-tych. Jakie to wspaniałe rzeczy robimy (MY, czyli MEN i reszta)! Promujemy zdrowie przez duże Z! Edukujemy pro-zdrowotnie! Poprawiamy samopoczucie! Diagnozujemy! Podejmujemy inicjatywy!

A co prawdziwym z nauczaniem, bo to jakoś nie wychodzi... hę?

Agitatorzy

Serwis www.stooq.pl informuje:

Ponad 200 polskich urzędników pracujących na co dzień w instytucjach Unii Europejskiej w dniach 3-10 listopada wróci do swoich szkół w całej Polsce, by przybliżyć młodym ludziom ideę Unii. Dzięki akcji "Back to school" uczniowie będą mieli szansę poznać osobiście urzędnika europejskiego.

A ja pytam:

  • Czy ci sowicie opłacani urzędnicy naprawdę nie mają niczego lepszego do roboty?
  • Co właściwie da uczniowi "osobiste" poznanie jakiegoś urzędnika?
  • Czy szkoła to jest właściwe miejsce dla euro-agitacji? Ja (jako rodzic) nie życzę sobie by moje dziecko było w szkole indoktrynowane.

Klucz do głupoty?

Wygląda na to, że zaczęto u nas używać słowa "projekt" jako klucza usprawiedliwiającego najgłupsze nawet pomysły. W Chorzowie: dwa i pół tysiąca gimnazjalistów z chorzowskich szkół będzie uczestniczyło w zajęciach służących popularyzacji zasad kulturalnego kibicowania. Odbędą się one w ramach projektu "Młody kibic".

Autorzy projektu bajdurzą o nauce "bezpiecznego" (kolejne słowo-klucz) kibicowania na Euro 2012. Jak wszyscy wiedzą gimnazjaliści najbardziej na meczach rozrabiają (słowa gimnazjalista i kibol to synonimy) i dlatego teraz będą przyuczani  do porządku.

Ja natomiast nieodmiennie pytam: czy nie lepiej przeznaczyć zmarnowany czas i pieniądze na naukę czytania ze zrozumieniem i innych podstawowych umiejętności?

Poprawność polityczna. A fe!

W internetowym serwisie "Głosu Nauczycielskiego" umieszczono news zatytułowany "Szkoły dyskryminują romskie dzieci?" Oto obszerny fragment:

2/3 romskich dzieci z orzeczoną niepełnosprawnością intelektualną może chodzić do szkoły z innymi dziećmi - oszacowała czwartkowa "Gazeta Wyborcza".

Tak ma wynikać z badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Jagielloński i Stowarzyszenie Romów w Polsce. "U połowy dzieci, która miała orzeczenie o niepełnosprawności nie wykryto braków. Inne nadrobiłyby dystans dodatkowymi lekcjami polskiego" - czytamy w "GW". Dzieci te jednak są powszechnie kierowane do szkół specjalnych.

Pominę milczeniem fakt używania tego dziwacznego określenia "romskie". Ale reszta? Przecież tytuł newsa jest ewidentnie sprzeczny z treścią tegoż! Jakie to niby szkoły dyskryminują te dzieci? Od kiedy to o niepełnosprawności orzekają nauczyciele lub inni pracownicy szkół? Przecież o tym decydują urzędnicy będacy przedłużeniem MEN! Cygan (nomen omen) zawinił, a kowala posiesili?


Pozostałe komentarze:
-1--2--3--4--5--

-6--7--8--9--10--

-11--12--13--14--15--

-16--17--18--19--20--

-21--22--23--