‹ ›

Bądź uroczy dla swoich wrogów - nic ich bardziej nie złości.


Bieżące komentarze: matura, oświata i okolice



Szkoła óczy

Krążą po Internecie filmiki, w których gimnazjalistom zadawane są przeróżne, niezbyt trudne pytania. Na te pytania kandydaci do szkół średnich odpowiadają błędnie, często po prostu zgadując. Zdarza się, że zapytani uchylają się od udzielenia odpowiedzi i wygląda na to, że nie rozumieją pytania. Kilka przykładów pytań związanych z częścią matematyczno-przyrodniczą egzaminu:

  • Ile dni ma rok?
  • Jakie mamy kontynenty?
  • Kopa to ile sztuk?
  • Jeżeli kwadrat ma pole 64, to ile wynosi jego bok?
  • Jaki jest wzór na pole kwadratu?
  • Dwa metry to ile centymetrów?
  • Czym oddycha ryba?
  • Co jest cięższe: kilogram piór, czy kilogram kamieni?
  • Jeżeli jedno jajko gotuje się 3 minuty, to ile gotują się dwa jajka?
  • Jeżeli ja miałem 4 lata, to mój brat był ode mnie o połowę młodszy. Jeżeli teraz ja mam 18 lat, to ile lat ma mój brat?

Prawda, że trudne? W uczniowskiej gwarze te pytania to kosmos!

Proszę teraz porównać to z "reformami" resortu oświaty, który np. twierdzi, że jeżeli naukę rozpocznie się od szóstego roku życia, to się poprawi. Nie wiem co się poprawi, ale poziom oświaty na pewno nie. Przyczyny tragicznych skutków państwowego nauczania tkwią gdzie indziej: to infekcja wirusowa pod nazwą "przymus szkolny + centralne sterowanie". Się nie chce uczyć - to niech się nie uczy, panie kochany!

Czyste (nomen omem) szaleństwo

W Dzienniku Gazeta Prawna ukazał się artykuł "Szkoła w niskim standardzie" dotyczący analiz prof. Henryka Szaleńca z Instytutu Badań Edukacyjnych o średnim poziomie umiejętności gimnazjalistów mierzonym testem matematyczno-przyrodniczym i wynikających z nich wniosków. Parę cytatów ze wspomnianego artykułu:

  • Po wprowadzeniu w szkołach testów w 2002 r. samodzielne myślenie zeszło na dalszy plan. Rozpoczynające się dziś egzaminy gimnazjalne potwierdzą po prostu, że Polacy nauczyli się rozwiązywać testy. Jednak niekoniecznie zdobyli wiedzę.
  • Pytań otwartych – wymagających dowodu na własny sposób myślenia gimnazjalistów – jest zaledwie kilka na blisko setkę zadań. W reszcie zaznacza się tylko poprawną odpowiedź. W 2012 r. diagnoza instytutu wykazała, że ponad 80 proc. uczniów otrzymało zero punktów za zadania otwarte z matematyki. Naukowcy z IBE konkludują, że "znaczna część uczniów nie jest przyzwyczajona do sprawdzania, czy podane przez nich rozwiązanie ma sens. Objawiało się to wskazywaniem odpowiedzi wyraźnie sprzecznych z warunkami zadania lub ze zdrowym rozsądkiem".
  • Pytanie o sens testów zadaje się też za granicą. Amerykańscy naukowcy zaapelowali do Baracka Obamy, by odejść od testowości, bo ich zdaniem nie pokazuje ona realnej wiedzy uczniów. Podobne wnioski płyną z brytyjskiego raportu „Assessment and Teaching of 21st Century Skills”, w którym autorzy alarmują, że nauczyciele skupiają się na uczeniu pod testy i nie zachęcają uczniów do szukania samodzielnych odpowiedzi.

Pisałem juz kiedyś, że test tzw. jednokrotnego wyboru jest najgorszym sposobem sprawdzania wiedzy. Można udzielić poprawnej odpowiedzi po prostu zgadując. Można udzielić poprawnej odpowiedzi tylko dlatego, że inne są wyniki są bezsensowne. Można zatem zdobywać punkty nie potrafiąc rozwiązać analogicznego zadania sformułowanego normalnie: jako problem do rozwiązania, czy wielkość do obliczenia.

Pisałem wtedy: "jeżeli robi się badania, jak uczniowie rozwiązują matematyczne testy jednokrotnego wyboru i porównuje wyniki tych badań z wynikami osiąganymi przez inne kraje, to nie należy zapominać, że takie badanie mówi tylko o tym, jak uczniowie wyuczyli się wypełniać matematyczne testy jednokrotnego wyboru. Nie mówi zaś o tym, jaką rzeczywistą wiedzę i umiejętności matematyczne ci uczniowie osiągnęli.".

Wygląda na to, że Instytut Badań Edukacyjnych został powołany przez MEN po to, by ktoś WAŻNY wreszcie stwierdził, że nieustające roformy oświaty forsowane przez MEN są diabła warte. Bo gdy najoczywistszą oczywistość stwierdzi PROFESOR albo INSTYTUT, to zaraz gazety o tym piszą. A gdy o tym mówią zwykli ludzie - to mówią.

Dla zainteresowanych studiami technicznymi

Rusza I edycja Programu Edukacyjnego Budujemy lepszą przyszłość skierowanego do studentów i uczniów szkół ponadgimnazjalnych, którzy swoją przyszłość wiążą z branżą budowlaną. Program ma zachęcić młodych ludzi do aktywnego kreowania własnej przyszłości zawodowej już na studiach.

W ramach Programu zrealizowana zostanie Akademia Umiejętności – cykl warsztatów poświęconych zagadnieniom branżowym, oraz Szkoła Dobrych Praktyk – spotkania dla uczniów wprowadzające w tematykę kariery zawodowej w branży materiałów budowalnych. Uczestnicy będą mieli także okazję zaangażować się w Program Ambasadorski, zwiedzić zakłady produkcyjne i cementownie, wziąć udział w konferencjach naukowych CEMEX DAY oraz zmierzyć się z innymi w rywalizacjach konkursowych.

Program Edukacyjny Budujemy lepszą przyszłość realizowany jest w ramach projektu systemowego Biznes dla edukacji przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w partnerstwie z Polskim Stowarzyszeniem Zarządzania Kadrami. Organizatorami Programu są CEMEX Polska – jeden z liderów branży materiałów budowalnych w Polsce oraz firmy partnerskie Remur-Rudniki i MJM (Chełm). Więcej informacji o samym Programie oraz o rekrutacji Ambasadorów można znaleźć na stronie www.budujemylepszaprzyszlosc.pl oraz na www.facebook.pl/budujemylepszaprzyszlosc .

W MEN bez zmian

"Na Zachodzie bez zmian" to tytuł antywojennej powieści Ericha Marii Remarque'a, który nawiązywał do zachodniego frontu z czasów I wojny światowej. Tak więc i ja nawiązuję do "urzędniczo-MEN-owskiego frontu oświatowego".

Dawno nie pisałem o wiekopomnych dokonaniach władz oświatowych z najłaskawiej nam panującą ministerzycą (chyba według nowej nowo-mowy teraz należy to wypowiadać w rodzaju żeńskim?) Szumilas. Odstręczała mnie od pisania ogromna mnogość przepytywanych nauczycieli, którzy nijak nie chcieli mówić o aktualnej sytuacji w oświacie bez zgrzytania zębami i/lub używania niecenzuralnych wyrażeń. No bo o czym tu pisać: że ludzie klną na oświatową rzeczywistość jak szewc, gdy się kolnie w palec? 

Rutynowo od czasu do czasu zaglądam na stronę internetową MEN. Zobaczyłem, policzyłem i podaję: na dziesięć ostatnich aktualności opublikowanych przez MEN siedem (!) to aktualności o tym jak to dobrze dla sześciolatków pójść do szkoły, jak one bardzo na tym skorzystają, jakie będą mądre, jak będą świetnie (i lepiej, niż inne dzieci) rozwiązywały wymyślone przez MEN testy itp., itd. 

Dlaczego MEN tak się tłumaczy? MEN-ie! Tylko winni się tłumaczą! Tyś winny?!

Dzieci kończą gimnazjum i wielu nie potrafi płynnie i ze zrozumieniem czytać, poprawnie pisać, sprawnie liczyć. Po dziewięciu latach nauki! Twierdzenie MEN, że przedłużenie tej nauki o rok cokolwiek zmieni jest po prostu śmieszne. Nie dziwię się Rodzicom, że walczą z pomysłami MEN i nie chcą, by zabierać dzieciom rok dzieciństwa. Najgorsze jest to, że urzędnikom oświatowym marzy się (ostatnio temat był wałkowany) planowanie co rodzice powinni robić z dziećmi dwuletnimi! Będą hodować janczarów?

Dawnych wspomnień czar...

Szukając czegoś w swojej biblioteczce natrafiłem na chętnie przeze mnie kiedyś używaną książkę: wydany w 1986 roku "Rachunek różniczkowy i całkowy z zastosowaniami" autorstwa Anny i Wacława Leksińskich oraz Wojciecha Żakowskiego. Zerknąłem na spis treści i znalazłem pięć rozdziałów:
 - Granica i ciągłość funkcji.
 - Pochodna funkcji.
 - Całka nieoznaczona.
 - Równania różniczkowe.
 - Całka oznaczona.

Tytuły rozdziałów przedstawiają zagadnienia przerabiane przez studentów pierwszego i drugiego roku na wielu kierunkach studiów. Jeszcze nie tak dawno niektóre z nich były częścią programów nauczania w szkołach średnich. Znaleziona książeczka nie jest jednak podręcznikiem akademickim. Podtytuł tej publikacji to "Zajęcia fakultatywne w grupie matematyczno-fizycznej", czyli są to (a właściwie były) materiały pomocnicze dla uczniów szkół średnich.

Są tacy, którzy twierdzą, że dzisiejsze studia wyższe najczęściej nie przewyższają poziomem przedwojennej matury. Tak się zastanawiam, czy przypadkiem nie mają racji...

Nic nowego pod słońcem

Ostatnia sensacyjno-kryminalna afera w oświacie została rozpętana przez Fundację Europejska Inicjatywa Obywatelska-Polska Bez Korupcji.
Fundacja zebrała ponad tysiąc umów, w których dyrektorzy szkół za "prezenty" zobowiązywali się do korzystania z podręczników określonego wydawcy.
Najczęściej do szkół lub dyrektorów trafiały netbooki, laptopy, komputery stacjonarne i tablice interaktywne.

Oburzenie gawiedzi (wsparte formalnie wyrażoną przez MEN opinią o bezprawności takiego procederu) jest zdecydowanie przesadzone.
Przecież owi dyrektorzy stosują w praktyce dialektyczną interpretację pytania: którego wydawnictwa podręczniki wybieramy i dlaczego wydawnictwa X?
Mieli ci dyrektorzy godnych poprzedników.
Kiedyś pytano:
    Kto jest najwybitniejszym człowiekiem na świecie i dlaczego Lenin? 
Teraz pytają:
   Czy wejść do strefy euro i dlaczego tak?
Nie mogą i oni popytać? O co tu się burzyć!

Pogaduszki przy kawie

Zdarzyło się wczoraj, że rozmawiałem przy kawie ze znajomym. O czym? O wszystkim po trosze. O tym dziwnym państwie w którym przyszło nam żyć i o dziwnych ludziach, którzy żyją obok nas. Nie obeszło się i bez tematów oświatowych. 

Moja teza, że polski system oświatowy działa na młodych ludzi demoralizująco nie wzbudziła entuzjazmu rozmówcy. Na nic zdały się argumenty typu: przesłanki i wynikający z nich wniosek, czyli beznamiętna, zimna logika. Jeżeli wprowadzono zasadę A, to MUSI z niej wyniknąć wniosek B, bo po prostu nie ma w tej sytuacji żadnej alternatywy. Mój rozmówca pełen wiary w człowieka nie był przekonany do wyciąganych wniosków.

Nie przekonywały go również wyniki corocznie przeprowadzanego doświadczenia losowego pod nazwą "egzamin maturalny z matematyki". Pokazałem mu arkusz maturalny. Jego ocena była jednoznaczna: trudno nie zdać tego egzaminu. Mimo tego usprawiednliwienie dla 20% średniej "wpadalności" mój interlokutor znalazł: maturzysta jest młody, denerwuje się na egzaminie itp.

Cóż było robić. Zmieniliśmy temat rozmowy na sprawy ekonomiczne. Historia zatoczyła jednak koło i rozmawiając o e-biznesie wróciliśmy do oświaty. Zainteresowanie mojego rozmówcy wzbudziła sprzedaż ebooków, które w serwisie internetowym oferuję. Zauważył, że e-booki można łatwo zdobyć pisząc niewielkie wypracowanie. Takie wypracowanie nauczycielka języka polskiego zadawała mu trzy razy w tygodniu. Napisanie wypracowania to jakieś pół godziny, a maksimum godzina. Komplet e-booków kosztuje w zależności od poziomu 30 lub 50 złotych. W sumie niezły i szybki zarobek, więc zapewne sporo maturzystów z takiej oferty korzysta.

Zaciekawiło go to: no właśnie - ilu z tego korzysta?
Powiedziałem mu. Podałem mu trzy liczby:

 - liczbę zakupów w ciągu około 30 dni,

 - liczbę osób, które o taką możliwość pytało, ale nie skorzystało w okresie ponad 3 miesięcy, czyli trzy,

 - liczbę osób, które z tej mozliwości skorzystało w okresie ponad 3 miesięcy, czyli zero.

Jak bardzo oni muszą być leniwi, by płacić za coś, co mogą mieć kosztem półgodzinnej, lekkiej pracy! Coś musi być w twoich słowach o demoralizującej machinie oświatowej, stwierdził na koniec. No właśnie! Większy pożytek z jednego nawróconego....


Pozostałe komentarze:
-1--2--3--4--5--

-6--7--8--9--10--

-11--12--13--14--15--

-16--17--18--19--20--

-21--22--23--