Ludzie twierdzą, że Ziemia jest okrągła. Ale jak nie chcesz, wcale nie musisz im wierzyć.


Bieżące komentarze: matura z matematyki, oświata



Coś tu nie gra?!

Centralna Komisja Egzaminacyjna opublikowała sprawozdanie z matury 2012.
Maturę z matematyki podsumowała w nim pani Barbara Andrzejewska.
W opracowaniu dotyczącym matury rozszerzonej napisała:
"Zadania,  w  których  zdający  mieli  wykazać  się  umiejętnościami  opisanymi  w  piątym  zakresie wymagań  egzaminacyjnych  dotyczącym  rozumowania  i  argumentacji,  wymagały  od  maturzystów dojrzałości  myślenia  matematycznego  i  umiejętności  doboru  argumentów  dla  potwierdzenia  bądź odrzucenia sformułowanej w zadaniu tezy. Umiejętności te są kwintesencją matematyki, na egzaminie maturalnym  pełnią  bardzo  ważną  funkcję.  Wyłaniają  one  najlepszych  absolwentów  szkół  średnich, tych, o których zabiegają wyższe uczelnie."
Pięknie to pani Andrzejewska ujęła.

Podbudowany tymi słowami przyjrzałem się powtórnie jak rozwiązywali maturzyści zadania na poziomie rozszerzonym.
Szczególnie chodziło mi o umiejętności z "piątego zakresu".
Zadania wymagające głównie tych umiejętności (a było ich trzy) rzeczywiście dały się rozwiązującym we znaki.
W jednym z nich tylko 12% zdających potrafiło przeprowadzić poprawne rozwiązanie, a 75% zdających nie potrafiło nawet sensownie zacząć.

W zestawie 11-u zadań na omawianej maturze było:
 - 3 zadania za 6 punktów,
 - 2 zadania za 5 punktów,
 - 4 zadania za 4 punkty,
 - 2 zadania za 3 punkty.

Gdzie były te najtrudniejsze zadania?
Najtrudniejsze "kosztowało" 3 punkty, a dwa pozostałe 3 i 4 punkty.

W takim razie coś tu nie pasuje: za co właściwie przyznawane są punkty na egzaminie maturalnym?
Nie za stopień trudności zadania?
Za ilość znaków, które średnio trzeba napisać w rozwiązaniu?
A może urzędnicy CKE nie potrafią wycenić stopnia trudności zadań?
Wydaje się to dziwne, że maturzyści zdając egzamin maturalny dostają tematy zadań z punktacją wprowadzającą w błąd - przecież większość uważa, że zadanie słabo punktowane jest najłatwiejsze w zestawie.

Stopień trudności zadania trudno jest określić jednoznacznie. Zadanie trudne dla jednego, drugiemu wydaje się łatwe. Egzaminy maturalne przeprowadzane są od wielu lat, więc jakąś średnią trudność danego typu zadań można było określić.

Rozumiem, że sporadycznie można się pomylić, ale w przypadku omawianej matury widać pewną prawidłowość: zadanie, które można rozwiązać w kilku linijkach jest wyceniane na 3 punkty - bez względu na jego "średnią" trudność. Nie podoba mi się takie postępowanie CKE - jedyny "pozytywny" skutek to podniesienie średniego wyniku procentowego matury. Ale może o to właśnie chodzi?

Szkoła ogłupia?

Wyniki projektu badawczego "Sześciolatki w Polsce" wskazują, że niemal we wszystkich sferach przygotowania do edukacji sześciolatki z przedszkoli wykazywały znacząco wyższy poziom rozwoju niż sześciolatki z "zerówek" szkolnych:

  • były wyraźnie aktywniejsze,
  • wykazywały wyższy poziom rozwoju umysłowego,
  • uzyskiwały lepsze wyniki w zakresie przygotowania do rozpoczęcia nauki,
  • były także lepsze w kategoriach szczegółowych, składających się na ogólny poziom dojrzałości szkolnej: gotowość do czytania, pisania, liczenia oraz rozumowanie,
  • u dzieci takich intensywniej rozwijały się zdolności poznawcze,
  • osiągały wyższy poziom analizy i syntezy słuchowej oraz wzrokowej,
  • potrafiły lepiej dbać o porządek,
  • sprawniej poruszały się po placówce,
  • częściej wykonywały zadania bez niczyjej pomocy,
  • sprawniej posługiwały się przyborami szkolnymi i lepiej o nie dbały,
  • łatwiej nawiązywały kontakt,
  • były też bardziej opiekuńcze,
  • lepiej potrafiły oceniać zachowanie rówieśników,
  • nie były uległe i ciche, za to pewniejsze swojej decyzji i adekwatnie do sytuacji reagowały złością lub gniewem,
  • poprawnie wykonywały wszystkie polecenia,
  • były bardziej wytrwałe i zainteresowane oraz lepiej koncentrowały uwagę.


Przewaga dzieci z oddziałów zerowych uwidoczniła się natomiast tylko w sporcie.

Podobno żyjemy w państwie demokratycznym, a 79% rodziców jest przeciwnych wprowadzaniu obowiązku szkolnego dla 6-latków. Wygląda na to, że 79% to większość, ale widać jakieś nieznane siły mają więcej do gadania, niż jakaś tam większość.

Podobno MEN przeprowadziło "konsultacje społeczne" (cokolwiek to by mialo znaczyć) w tej kwestii. Społeczeństwo jest przeciw, a konsultacje społeczne dały wynik za. Takie edukacyjne "cuda nad urną".

Celowo wytłuściłem ten fragment wyników badań: nie były uległe i ciche, za to pewniejsze swojej decyzji, by wskazać, że najwyraźniej temu państwu zależy na wychowaniu posłusznych i niezbyt rozgarniętych obywateli. W końcu przymus szkolny po coś jest.

Wyniki matury

Matury podstawowej z matematyki nie zdało w 2012 roku 15% zdających.
Nawet jak na dzisiejsze liberalne "standardy" matura ta została okrzyknięta jako łatwa.
Nasuwa się pytanie: jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy - czy to tylko fatalne efekty nieudanych reform oświaty?

W latach 70-ych XX wieku maturę zdawało mniej, niż 20% 19-latków. Obecnie zdaje ją bodajże około 60% 19-latków. W tej sytuacji oczywiste jest, że do matury podchodzą również słabeusze. Dowodem na to jest ilość wybieranych przedmiotów dodatkowych:

  • 32% zdających zdawało tylko przedmioty obowiązkowe na poziomie podstawowym,
  • prawie 28% zdających zdawało jeden przedmiot dodatkowy,
  • przedmioty dodatkowe zdawane były bardzo często na poziomie podstawowym.

W Internecie jak zawsze zaroiło się od komentarzy. Zabawny, pouczający i zarazem zawierający sporą dawkę prawdy zawiera komentarz znaleziony na onet.pl:

Jak zmienia się poziom nauczania.

1960 : Drwal sprzedał ciężarówkę tarcicy za sumę 100 dolarów. Wiedząc, że koszt produkcji drewna wynosił 4/5 jego ceny, oblicz zysk drwala.

1970 : Drwal sprzedał ciężarówkę tarcicy za sumę 100 dolarów. Wiedząc, że koszt produkcji wyniósł 4/5 jego ceny, czyli 80 dolarów, oblicz zysk drwala.

1990 : Drwal sprzedał ciężarówkę tarcicy za 100 dolarów. Koszt produkcji drewna wyniósł 80 dolarów, a zysk drwala 20 dolarów. Zakreśl liczbę 20.

2010 : Ścinając stare piękne i bezcenne drzewa, ekologicznie niezorientowany drwal zarobił 20 dolarów. Co myślisz o takim sposobie na życie ? W podgrupach postarajcie się przygotować teatrzyk przedstawiający, jak czują się leśne ptaszki i dzika zwierzyna.

Czy matura jest potrzebna?

Zapewne takie pytanie w dzisiejszych czasach zaskakuje. Nie wybrażamy sobie szkolnictwa bez matury. Dlaczego? Bo jak tylko sięgamy pamięcią, matura zawsze była! Czy tak jednak naprawdę MUSI być?

Czy zadajemy sobie pytanie: PO CO właściwie ta matura jest?

  • Młody człowiek kończy szkołę średnią i nie chce się uczyć dalej - czy ten egzamin coś mu daje?

    Nic mu nie daje. Jest to najzwyklejsza w świecie papierkologia. Stosuje się ją tylko po to, aby jeden urzędnik mógł w pocie czoła wymyślić BARDZO WAŻNĄ LISTĘ ZAWODÓW, DO KTÓRYCH WYKONYWANIA NIEZBĘDNA JEST MATURA, a drugi urzędnik mógł w pocie czoła pilnować, by sprzątaczki, nocni stróże i inni im podobni PODNOSILI KWALIFIKACJE i maturę zdawali.

  • Człowiek kończy szkołę średnią i chce się uczyć dalej. Czy jeżeli nie zda matury, to nie będzie mógł uczyć się dalej?

    Będzie mógł uczyć się dalej. Do dalszej nauki nie jest mu potrzebna matura, ale wiedza i umiejętności. Uczelnie przez wiele dziesiątków lat świetnie dawały sobie radę z selekcją kandydatów na studentów. Nie ma najmniejszego powodu, by nie mogły tego robić nadal. Więcej: zrobią to lepiej, niż CKE!
    Dlaczego? Bo CKE UJEDNOLICA, a uczelnie - w zależności od swojego charakteru i kierunków studiów - potrzebują kandydatów o specyficznych predyspozycjach i na pewno lepiej je zbadają! Ujednolicanie kryteriów i wymagań powoduje, że selekcja przy naborze na wyższe uczelnie da średnio gorsze rezultaty.

Gorzej: taka praktyka musi spowodować obniżenie poziomu jaki będą prezentować kandydaci na studentów. Gdy uczenia ustalała wymagania - wiadomo było, że na oblegane kierunki i uczelnie egzamin wstępny był trudny, a poziom wymagań wysoki. Teraz wszystko zostało spłaszczone i przez to, że maturę zdają też słabeusze - wymagania zostały obniżone. W efekcie poziom poleciał w dół, bo najlepsi nie muszą już równać w górę. Równają w dół - do poziomu matury - i mamy to co mamy: wyrównujące zajęcia na pierwszych latach studiów, na których to zajęciach uczy się "studentów" (cudzysłów zamierzony) podstaw matematyki.

A co na to MEN?
Zajmuje się programami typu "Radosna Szkoła", "Otwarta Szkoła", wyrywaniem 5-latków spod opieki rodziców, promowaniem zdrowia, nauczaniem religii i etyki itp. itd.

Totalitaryzm w rozkwicie

MEN na swoich stronach ogłosiło:
Przypominamy, że zgodnie obowiązującym prawem każde dziecko w wieku pięciu lat ma obowiązek edukacji przedszkolnej.

Dziecko 5-6-letnie musi zatem przez pół dnia bawić się poza domem (dla niepoznaki ta zabawa zwana jest "edukacją przedszkolną").
Źródłem takich przepisów jest domniemanie, że dziecko w domu nie rozwija się wcale, a pod opieką państa będzie się rozwijać, że ho-ho!

Przymus szkolny dla tak małych dzieci, jak i dla 15-18-letnich dryblasów, którzy (przy braku chęci do nauki) z powodzeniem mogliby zacząć na siebie zarabiać, jest absurdem w czystej postaci. Szkoła nie uczy (bo albo dziecko za małe, albo nastolatkowi się nie chce), a jest jedynie przechowalnią.

Nie ma żadnych rozsądnych argumentów dla utrzymywania przymusu szkolnego - no, może poza jednym: państwo chce wychować obywateli posłusznych i niezbyt rozgarniętych, więc chce ich indoktrynować od kolebki, aż do wieku, w którym ich poglądy się ukształtują. Koronny dowód tej tezy mamy w postaci realizacji hasła "po owocach ich poznacie". Większość absolwentów gimnazjum ("edukowanych" przez 11 lat) nie potrafi czytać ze zrozumieniem, swobodnie się wypowiedzieć, wykonywać sprawnie rachunków w ramach czterech podstawowych działań arytmetycznych. Jeżeli zatem przez 11 lat nie nauczono ich tak podstawowych umiejętności, to co oni przez 11 w tych przedszkolach i szkołach robili?! Naprawdę zajmowali się nauką? A może zmarnowano ten czas na wbijanie im w głowy sloganów o globalnych ociepleniu, ekologicznym zbieraniu śmieci, ochronie jakiegoś ślimaka, bezpieczeństwie ponad wszystko, konieczności płacenia państwu podatków itp.?

Aby nie było, że dziwaczę, przytoczę klasyków.

Lepiej tolerować rzadkie przypadki rodziców, którzy nie chcą zapewnić dzieciom wykształcenia, niż naruszyć wrażliwość społeczną i wartości społeczne przez przymusowy transport i kształcenie dziecka wbrew woli ojca.
Thomas Jefferson

O kolektywizmie w edukacji:
Zamiast spontanicznych, różnorodnych i niezależnych ludzi powstałaby rasa biernych, ślepo posłusznych zwolenników państwa.
Murray Rothbard

Zastanawiam się co wydarzy się wcześniej: wprowadzą przymusową "edukację żłobkową" od drugiego roku życia, czy ten absurdalny system oświatowy wraz z matką-państwem upadnie? Stawiam na to drugie, bo mam nadzieję, że ludzka cierpliwość się kiedyś wyczerpie i ludzie powiedzą STOP! nieustannemu przerabianiu ich w niewolników państwa opiekuńczego.

MEN interpretuje

Ministerstwo Edukacji narodowej powołując się na § 26 ust. 1 rozporządzenia MEN z dnia 28 maja 2010 r. ogłosiło, że stosowane w niektórych szkołach praktyki wstrzymywania wydawania uczniom  i absolwentom promocyjnych świadectw szkolnych i świadectw ukończenia szkoły z powodu między innymi:
 - nieuiszczenia opłaty za świadectwo,
 - nieuiszczenia dobrowolnej składki na radę rodziców,
 - braku przedłożenia przez absolwenta tzw. "obiegówki",
nie mogą być stosowane, bo są niezgodne z prawem.

Przytoczono przy tym fragment rozporządzenia:
"świadectwa, odpisy świadectw dojrzałości, odpisy aneksów do świadectw dojrzałości, dyplomu, suplementy, zaświadczenia, indeksy, legitymacje szkolne i legitymacje przedszkolne dla dzieci niepełnosprawnych, a także kopie, o których mowa w § 23 ust. 2, są wydawane odpowiednio przez szkoły, kuratora oświaty, komisje okręgowe i przedszkola nieodpłatnie."

Taka interpretacja przytoczonego przepisu jest po prostu absurdalna.
Wyobraźmy sobie sytuację ucznia kończącego szkołę, który nie oddał "obiegówki" z prozaicznego powodu: nie ma wpisu z biblioteki szkolnej, bo nie oddał kilku książek. Szkoła wstrzymuje wydanie świadectwa do czasu uzupełnienia braków.

Czy można w takiej sytuacji uznać, że owa szkoła każe absolwentowi za wydanie świadectwa płacić? Nic takiego nie ma tu miejsca. Z zapisu, że świadectwa wydawane są nieodpłatnie nie wynika, że bezwarunkowo! Dopóki delikwent nie rozliczył się ze szkołą - można uznać, że jej nie ukończył.

W podobnej sytuacji jest pracownik, który rozwiązuje umowę o pracę, ale nie oddał pracodawcy np. służbowego samochodu. Takiemu też należy wydać świadectwo pracy? Przecież należy się nieodpłatnie...

Przesłanki i wnioski

Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło laureatów konkursu "Mam 6 lat".

Konkurs ten był adresowany do rad rodziców przedszkoli i szkół podstawowych.Według MEN był to "pilotażowy projekt włączania rodziców w pokazywanie pozytywnych zmian w polskich szkołach".

Samo zatem ministerstwo orzekło, że zmiany, które wprowadza są pozytywne i na tej przesłance oparło tytuł wzmianki w swoim internetowym serwisie: Rodzice wspierają obniżenie wieku szkolnego - znamy laureatów konkursu "Mam 6 lat".

Zaiste, przedziwny sposób rozumowania. Przecież z tego, że w ogłoszonym konkursie udział biorą rady rodziców nie wynika, że rodzice popierają obniżenie wieku szkolnego. Wynika z tego tylko to, że rady rodziców chcą wygrać nagrody - w końcu po to się startuje w konkursach.


Pozostałe komentarze:
-1--2--3--4--5--

-6--7--8--9--10--

-11--12--13--14--15--

-16--17--18--19--20--

-21--22--23--