Człowiek rodzi się mądry, ale potem idzie do szkoły.


Bieżące komentarze: matura z matematyki, oświata



Prawdziwy poziom wymagań

Aktualnie na maturze podstawowej z matematyki obowiązuje standard wymagań ustalony na lata 2010-2014. Dopiero na maturze w 2015 roku nieco (nie za wiele) się on zmieni.
Co jakiś czas pojawiają się w prasie i w sieci dyskusje na temat poziomu trudności zadań. Opinie są tak różnorodnie skrajne, że człowiek niezbyt zorientowany w temacie nie jest w stanie rozeznać, które są bliższe prawdy.
Przy okazji próbnej czy właściwej matury często zadaje ktoś pytanie: trudne były zadania? Gdy tłumaczę, że poziom trudności zadań tak naprawdę jest mniej więcej stały, widzę niedowierzanie, bo przeciez maturzyści mówią, że...

Przeanalizowałem tematy zadań z przeprowadzonych przez CKE egzaminów maturalnych (także próbnych) w latach 2010-2012.
Przyjąłem dwa punkty widzenia:
- absolwenta gimnazjum, który zasługuje na ocenę +DOBRY (słowo DOBRY należy rozumieć w normalnym, tradycyjnym znaczeniu, a nie jako efekt wypełnienia jakichś tam ustaleń szkolnych zasad oceniania),
- maturzysty profilu o rozszerzonej matematyce, który zasługuje na ocenę DOBRY (znaczenie słowa DOBRY j.w.).
U gimnazjalisty dopisałem plus, aby zaznaczyć, że nie bierzemy pod uwagę takich, którym tylko dlatego przypisujemy ocenę DOBRY, że na DOSTATECZNY zbyt wiele umieją. Wnioski z analizy:

  1. +DOBRY absolwent gimnazjum jest w stanie uzyskać na podstawowej maturze z matematyki 40-45%
  2. DOBRY maturzysta klasy mat-fiz jest w stanie rozwiązać w pamięci 60-80% zadań (nie sięgając po papier i długopis)

Tymczasem rok w rok maturę z matematyki oblewa 20% zdających, a do zdania matury należy uzyskać 30%.
Najwyższy zatem czas przestać dyskutować o poziomie trudności zadań, a zacząć się zastanawiać nad jakością kształcenia.

Ależ mamy osiągnięcia!

Światowe Forum Ekonomiczne ogłosiło raport, w którym m.in. oceniło jakość dróg.

Okazało się, że pod względem jakości dróg Polska zajmuje 125 miejsce na 132 oceniane kraje. Na szczęście Mongolia i Haiti są za nami.

Szkoda, że tak łatwo jak drogi, nie można zmierzyć jakości oświaty. Remontują ją u nas dłużej niż te drogi, więc zapewne miejsce przypadłoby nam zacne - przed Mauritiusem.

Matura: trudna czy nie?

Mamy ogromną rozbieżność w komentarzach dotyczących stopnia trudności zadań na maturze z matematyki 2012 (poziom rozszerzony) i podnoszone są nawet pretensje do CKE. Tymczasem wszystkie te dyskusje są bez sensu, gdyż najważniejsze jest to, że dla wszystkich tematy zadań były TE SAME. Ważne jest jak ktoś napisał w stosunku do innych, a nie to, czy średnia wyniesie 60% (bo zadania były łatwe), czy 45% (bo zadania były trudne). Celem przeprowadzania matury rozszerzonej jest bowiem rywalizacja o indeks wyższej uczelni, a nie osiąganie wysokich procentów.

Analiza tematów zadań z matury na poziomie rozszerzonym z ostatnich dwóch lat pozwala na wyciągnięcie dwóch prognoz:

  1. Wymagania maturalne sugerują promowanie przyszłych księgowych kosztem wynalazców. Zadania są w ponad połowie takie, że po przeczytaniu tematu od razu wiadomo JAK je rozwiązać, a pozostaje tylko być biegłym rachmistrzem. Druga połowa zadań jest równie łatwa dla wyuczonego absolwenta klasy z rozszerzoną matematyką - pod warunkiem, że przygotuje rozwiązanie (wykona rysunek, wstępną analizę danych i szukanych itp.). W ciągu ostatnich dwóch lat na maturze nie pojawiło się zadanie, wymagające pomysłu na rozwiązanie - typowego matematycznego "błysku".
  2. Pogłębia się rozbieżność między tym, czego się uczy w szkole, a tym, co jest wymagane na maturze. Na maturze WSZYSTKIE zadania wymagają przeprowadzenia choćby prostego rozumowania. Nie ma zadań sztampowych. Tymczasem na lekcjach zadań sztampowych rozwiązuje się najwięcej a i w zbiorach zadań też takie przeważają - przynajmniej taka jest opinia, którą wynoszę z opowiadań uczniów.

Ciekawe, czy te tendencje będą trwałe. Zobaczymy za rok...

Gdyby głupota miała skrzydła...

Parlament Europejski ogłosił rezolucję w sprawie kobiet i zmian klimatu. Przytoczę kilka weselszych postulatów:

  • Według PE zmiana klimatu nasila dyskryminację ze względu na płeć.
  • PE wzywa państwa członkowskie, by uwzględniały aspekt płci w strategiach na rzecz przeciwdziałania klęskom żywiołowym.
  • PE wzywa państwa członkowskie, by promowały upodmiotowienie kobiet i ich uświadamianie poprzez budowanie potencjału przed katastrofami związanymi z klimatem.
  • PE uważa, że bez sprawiedliwości w dziedzinie klimatu nie da się osiągnąć prawdziwej równości płci.
  • Według PE kraje unijne powinny przeprowadzić analizę polityki łagodzenia zmiany klimatu, skoncentrowanej przede wszystkim na wymiarze płci.

Chciałem tu dopisać jakiś komentarz, ale ręce mi opadły...

Potęga ludzkiego umysłu

CKE dała plamę: na egzaminie gimnazjalnym z języka polskiego w teście jednokrotnego wyboru dwie odpowiedzi na jedno z pytań są poprawne. W związku z tym CKE oznajmia, że zdezorientowanemu gimnazjaliście przyzna punkt w dwóch sytuacjach:

  • gdy zaznaczy tylko jedną poprawną odpowiedź (czyli błędnie rozwiąże zadanie),
  • gdy zaznaczy obie poprawne odpowiedzi (czyli postąpi wbrew zasadom wypełniania testu, ale w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem).

CKE uważa, że błędu nie było, bo w pytaniu nie było napisane, że jedna odpowiedź jest poprawna. A ja się pytam:

  • Jeżeli nie było błędu, to dlaczego teraz CKE daje punkty za błędną odpowiedź na pytanie, czyli zaznaczenie tylko jednej poprawnej odpowiedzi?
  • Czy w tym pytaniu CKE napisała, że może być wiele odpowiedzi poprawnych? Dlaczego test wielokrotnego wyboru ma być wartością "domyślną": kto i kiedy ogłosił, że jeżeli nic w pytaniu nie pisze, to może być wiele odpowiedzi poprawnych na egzaminach przeprowadzanych przez CKE?

Sprawa jest tak oczywista, jak 2+2=4. Jeżeli mamy test jednokrotnego wyboru (a innych CKE na swoich egzaminach nie stosuje), w którym dwie odpowiedzi są poprawne, to układający taki test popełnił błąd jak stąd do Bałtyku. Twierdzenie, że błędu nie było łamie moje przekonanie o potędze ludzkiego umysłu.

O to właśnie chodzi!

W "Rzeczpospolitej" ukazał się krótki wywiad z prof. Michałem Wojciechowskim. Rozmowa dotyczyła systemu oświatowego. Zainteresowanym podaję link: http://tiny.pl/hppqc

Profesor Wojciechowski w krótki sposób wyjaśnił, dlaczego scentralizowany, państwowy system oświaty nie może dawać dobrych efektów:

Każda szkoła realizuje ten sam program. A niezależnie, czy jest on lepszy czy gorszy, to nie ma sensu kształcenie wszystkich ludzi wedle tego samego wzorca. W ten sposób właśnie pozbawia się  szans tych, których interesowałoby coś innego i likwiduje się  korzystne społecznie urozmaicenie.
Potrzebne jest wspólne minimum, nauka posługiwania się językiem ojczystym i historii swojego kraju, liczenia, języka obcego, ale rozszerzenie tego programu powinno być w znacznej mierze kwestią wyboru. Długi kanon lektur nie jest wcale potrzebny dla ucznia, lecz dla komisji egzaminacyjnej, by mogła zadawać jednolite pytania na maturze. Jeden uczeń zachęci się do czytania przez felietony, drugi przez "Potop", a trzeci przez science fiction. Młodzież nie czyta, bo interesuje ją tylko ułamek tego, co jej się czytać każe. Do tego właśnie prowadzi taka "urawniłowka".

Święte słowa. Od siebie dodam, że efekty "urawniłowki" mamy takie, że ma egzaminie maturalnym sprawdza się umiejętność czytania ze zrozumieniem, a egzamin z języka polskiego jest tak naprawdę egzaminem z kanonu lektur.

Marnotrawstwo

Właśnie dowiedziałem się, że dziś Rada Ministrów przyjęła harmonogram realizacji zadań programu rządowego „Bezpieczna i przyjazna szkoła". Przekładając to z języka urzędowego na ludzki, ustalono na co i kiedy zostanie wydana kwota 6 mln zł. Mamy zatem główne wydatki:

  • 4,5 mln zł zostanie przeznaczonych na otwarty konkurs ofert, który ukierunkowany jest na wdrożenie w przedszkolach i szkołach podstawowych projektów obejmujących prowadzenie działań o charakterze edukacyjno-informacyjno-promocyjnych, pokazujących dobre praktyki związane z przyjaznym wdrażaniem 6-latków do edukacji szkolnej.
    Przekładając to z języka urzędowego na ludzki: te pieniądze zostaną przeznaczone na to, aby rodziców (w większości negatywnie nastawionych do planów wyrywania 6-latków do szkół) agitować w kierunku przeciwnym do ich przekonań.
    Ci rodzice nie wierzą, że państwo chce im ich dzieciom zrobić na siłę dobrze, więc będzie się ich przekonywać. A skąd pieniądze na przekonywanie? Rodzicom zostały zabrane w podatkach. W sumie - rodzice płacą ciemiężcy za ciemiężenie. Majstersztyk!
  • 1,25 mln zł zarezerwowano na otwarty konkurs promujący zdrowy styl życia, prawidłowe odżywianie i aktywność fizyczną oraz rozwijanie zainteresowań i talentów dzieci i młodzieży.
    W tych kwestiach państwo też wie lepiej co dzieciom potrzebne. Ale... czy państwowo-propagowany "zdrowy styl życia" pokrywa się z tym, którego chcieliby rodzice?

Pozostałe komentarze:
-1--2--3--4--5--

-6--7--8--9--10--

-11--12--13--14--15--

-16--17--18--19--20--

-21--22--23--